Niezwykła stadnina w Sulimach. „Rajkonik” – miejsce stworzone z pasji i miłości do koni

0

12 hektarów łąk, naturalny, wiejski klimat, 25-letnia historia i niesamowite stado. Stadnina Rajkonik w Sulimach koło Giżycka to miejsce, gdzie miłość do koni łączy się z niezwykłą pasją, a także przestrzeń, w której każdy, bez względu na wiek i doświadczenie może nawiązać wyjątkową więź z tymi pięknymi stworzeniami.

Nieważne czy kochasz konie, czy wręcz przeciwnie, przerażają Cię. W Rajkoniku każdy znajdzie coś dla siebie. To idealne miejsce, by poznać świat tych majestatycznych zwierząt. To tutaj natura spotyka się z pasją, a harmonia między ludźmi i końmi tworzy niezwykłą atmosferę.

Jeżeli zdecydujemy się na indywidualne sesje, przewodnik nauczy nas i wskaże jak zbudować z koniem głęboką relację opartą na wzajemnym zaufaniu i zrozumieniu. Osoby, które doskonale czują się w siodle, mogą wybrać się na zorganizowany rajd konny. W zależności od potrzeb i umiejętności jeździeckich – do dwóch godzin jazdy konno dziennie lub od dwóch do czterech godzin jazdy dziennie.

Rodziny, mogą wspólnie pobyć w przestrzeni stada, wyciszyć się, zrelaksować oraz zdobyć nową wiedzę podczas sesji rodzinnej. To idealny pomysł na kreatywnie spędzony czas z bliskimi. Każdy natomiast może wziąć udział w cotygodniowej praktyce wspólnej uważności. Medytacje z końmi są niesamowitym przeżyciem, to może być moment oddechu od codziennych problemów, chwila bliskości z naturą, czy satysfakcja z pokonania własnych ograniczeń. Praca z końmi pozwala na osiągnięcie stanu skupienia i obecności, w którym zapomina się o innych sprawach.

O pasji do koni, która opiera się silnej więzi między człowiekiem a zwierzęciem, o tym, że konie są zdolne do odczuwania emocji, o budowaniu zaufania, spędzaniu czasu razem i zrozumieniu potrzeb koni rozmawiamy z Agatą Żebrowską, właścicielką stadniny Rajkonik.

Kiedy w Twoim życiu pojawiły się konie? Skąd pomysł na Rajkonik, skąd inspiracja?

– Miałam 3 lata, gdy mój tato kupił konie, więc można powiedzieć, że spędziłam z nimi całe życie. Jednak moją największą inspiracją, żeby założyć Rajkonika, była moja córa, która panicznie bała się koni. Zaczęłam się wtedy zastanawiać, skąd biorą się lęki, czym w ogóle są emocje, jak to jest, że nie mając żadnych złych doświadczeń, możemy się czegoś lub kogoś tak bardzo bać. Wtedy też rozpoczęłam studia na psychologii i zaczęło mnie interesować, co możemy robić z końmi, nie jeżdżąc na nich. Jak konie dużo mogą nam dać w kontekście takiego poznawania siebie, spotykania się z trudnymi „kawałkami” nas samych. Wszystko to, co na co dzień w jakiś sposób ukrywamy, nasze lęki, smutki. Tutaj możemy przyjść i poczuć więź ze stadem. Oczywiście najpierw konie muszą nas poznać, zaufać nam i wtedy wchodzą w taką rolę opiekunów i tzw. koregulatorów.

Czym właściwie jest koregulacja?

– Żaden koń nie będzie czuł się dobrze, jeżeli jakaś istota w jego otoczeniu będzie czuła się źle. On zrobi wszystko, co może, by nam pomóc, będzie zapraszał nas do różnych aktywności.

Jak wygląda prowadzenie Rajkonika, jaki cel Ci  przyświeca? Ile koni obecnie znajduję się pod Twoją opieką?

W tej chwili w Rajkoniku jest 11 koni. Moją główną misją jest poszerzanie świadomości ludzi na temat tego, jaką istotą w ogóle jest koń, czego on potrzebuje, jak on się z nami komunikuje, bo to w moim odczuciu od lat jest pomijane w szkółkach jeździeckich. Koń jest żywą istotą, tak jak my, która myśli, czuje, może mieć gorszy dzień. Koń potrzebuje czasu, żeby poznać się z kimś, potrzebuje zdobyć zaufani. W chwili kiedy my wchodzimy tak od razu „z butami” w jego życie, zarzucamy mu na grzbiet jakieś sprzęty, siebie ładujemy na ten grzbiet, ciągniemy za pysk, robimy różne takie rzeczy, to jest to tak naprawdę przemoc wobec drugiej istoty. Przez wiele, wiele lat nie było to w ogóle tak nazywane. Ja, używając takiego dosyć ostrego słowa jak przemoc, nie chce być źle zrozumiana. Sama mam gdzieś długą historię i nie uważam, że ludzie z tego powodu są straszni. Również przez długi czas byłam przekonana, że koń jest po to, żeby wozić nas na grzbiecie.

Koń w szkółce jeździeckiej ma ciężkie życie?

W moim przekonaniu konie szkółkowe mają jedno z najtrudniejszych żyć, ich ciała są bardzo mocno eksploatowane, umysły tłamszone, są mocno odciągane od swojej natury. Idąc z duchem czasu, badań, odkrywamy, że konie mają dużo więcej do zaoferowania. Okazuję się, że mimo tej swojej wielkości, siły są niesamowicie wrażliwe, dużo bardziej niż ludzie.

Pierwszy raz słyszę o czymś takim jak medytacja z końmi. Na czym to polega?

Medytacja z końmi nie ma konkretnej formy. Dla mnie medytacja to zanurzenie się w tu i teraz i połączenie się ze swoim ciałem, ze swoim wnętrzem z jednoczesnym pozostawaniem z tym, co się dzieje wokół nas. Dla każdego medytacja będzie czymś zupełnie innym. Podczas medytacji z końmi nie skupiamy się na jakiejś konkretnej formie. Wszystko zależy od tego, jakie osoby do mnie przyjdą i jakie mają doświadczenie. Bywa, że dla osoby, która przychodzi do mnie pierwszy raz medytacją jest już sam kontakt z naturą. Jeżeli ktoś praktykuje, ma jakieś doświadczenie, to wtedy wchodzimy na głębsze poziomy, bardziej skupiamy się na interakcjach z końmi. Jednym z takich ćwiczeń jest np. wspólna praktyka oddechowa, gdzie każdy podchodzi do konia i oddychamy równo z nim. To wymaga naprawdę bardzo dużej uważności, żeby swój oddech z tym końskim zrównoważyć. Myślę, że medytacje z końmi, które prowadzę, wyróżnia to, że one nigdy nie mają stałego schematu i tak naprawdę grupa jest zawsze zróżnicowana. Pomimo tego, że spotykamy się w jednym miejscu i robimy te same rzeczy, to tak naprawdę każdy robi co innego.

W Rajkoniku prowadzisz warsztaty dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Możesz powiedzieć o tym coś więcej?

– Jeżeli chodzi o warsztaty, to w tym roku bardzo mocno skupiam się na prowadzeniu warsztatów dla dzieci i nastolatków. Jest to bardzo inspirujące, bo dzieci mają w sobie tę lekkość, czystość takiego „bycia”. Nie mają jeszcze tych wszystkich „nakładek”, które mają dorośli, że ja coś muszę, mam presję czasu, jestem niewystarczający itd. Tutaj jest taka fajna przestrzeń, żeby móc odkrywać siebie, jaki ja jestem, co lubię, jakie są moje mocne i słabe strony. Tworzę grupy maksymalnie 8-osobowe i przez 5 dni realizujemy program poprzez pracę z końmi i tutaj łącze dwa obszary. Jedna rzecz to jest moja misja, żeby ludzie wiedzieli, czego koń potrzebuje, jak się porozumiewa i co należy zrobić, jeżeli np. mam pomysł na to, żeby na tym koniu jeździć. Czyli to takie budowanie relacji z koniem z ziemi, poznanie go, opieka nad nim. Ten drugi obszar to taki wstęp do pracy samorozwojowej i świadomościowej. Czyli praktykujemy sobie uważność, rozmawiamy np. o tym, dlaczego tak ważna jest świadomość własnego oddechu, co mówi nam i jak rozumieć nasze ciało, o tym, co lubię, a czego nie lubię. Istotna jest także praca w grupie, gdzie dzieciaki dostają ode mnie różne zadania do wykonania.

A warsztaty dla dorosłych?

Zaznaczę, że nie jestem psychologiem i nie prowadzę terapii. Jednak jest coś takiego jak facylitacja i to są właśnie warsztaty rozwojowe z udziałem koni. Tutaj każda dorosła osoba, spotykając się z końmi na warsztatach rozwojowych, może na tyle ile sama jest świadoma, gotowa i na tyle ile chce, przepracować pewne swoje trudności lub zdarzenia. Ja jako facylitator nie jestem po to, żeby mówić, czy słuchać, ale po to, żeby stworzyć bezpieczną przestrzeń, w której osoba dorosła może się spotkać ze swoją trudnością i swoimi emocjami. Ta bezpieczna przestrzeń oznacza wyjście z domu, z tej przestrzeni, w której często nie mamy czasu i jesteśmy skupieni na codziennych obowiązkach, do bezpiecznej przestrzeni, do natury, do zwierząt, które są niezwykle wrażliwe i czułe. Tutaj wykonujemy różne ćwiczenia właśnie z udziałem koni, które pomagają nam pobyć w tym, co jest dla nas trudne i zobaczyć to z innej perspektywy.

Ostatnie pytanie, które z pewnością nurtuje naszych czytelników. Czy w Rajkoniku nauczymy jeździć się konno?

– Nie nauczymy się, ale jak ktoś potrafi jeździć konno, to może ze mną pojeździć. Cały czas fundamentem dla mnie jest budowanie relacji. Jeśli ktoś chce sobie pojechać na takie 5- dniowe wczasy w siodle, żeby móc podziwiać mazurskie krajobrazy z końskiego grzbietu, to ja to realizuje, ale warunkiem jest przyjście na spotkanie z moim stadem i poznanie się na gruncie „nic od Ciebie nie chce”. Ja zawsze od tego wychodzę. Nie ma takiej opcji, że ktoś przyjdzie, wsiądzie na konia i pojedziemy. To jest dla mnie taka żelazna zasada. Obserwując swoje konie, zauważyłam, że wystarczy takie jedno spotkanie, które trwa 1-2 godziny, gdzie się z nimi poznajemy i to już wpływa na jazdę, że jest dużo lepiej. Jeżeli ktoś ma podstawy jeździeckie, ale chciałby się doszkolić, to wtedy można pojeździć na moich koniach, ale oczywiście zachowując ten fundament jednego spotkania.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Piotr Tomasz Suchta

Stadninę „Rajkonik” znajdziecie w Sulimach 22a koło Giżycka, tel. +48 576 806 358.

Zachęcamy do odwiedzenia strony internetowej rajkonik.pl i profilu na facebooku: facebook.com/Rajkonikmazury

Reklama
Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze