Legenda o gimnazjalnej sowie.

(Pierwsza nasza szkolna legenda i może nie ostatnia…)

Legendy kojarzą się z wydarzeniami z zamierzchłych czasów. Z tą jest inaczej, może właśnie wymyśliłam novum w literaturze „legenda współczesna”. Wiem, że kłóci się to z definicją gatunku, ale wprowadzam tu rewolucyjny wyłom i koniec kropka. Wiadomo przecież, że gdyby nie rewolucje nie byłoby postępu.

Było to tak.

Pewnej zimnej, pochmurnej nocy, jesienią 2016 roku, wiał porywisty, zacinający deszczem wiatr. Ptaki pochowały się w lesie lub w konarach naszych półnagich z liści drzew. Mieszkańcy poukrywali się w domach, żeby bezpiecznie przeczekać noc. Był tylko jeden wyjątek. Pewna sowa nie zorientowała się w pogodzie i właśnie tę noc wybrała sobie na łowy.

Wiatr wiał od Bogaczewa i nie pozwalał sowie wrócić do lasu. Przeganiał ją coraz dalej, w głąb  Wilkas. Chwilę wytchnienia dała jej latarnia przy Gimnazjum, na której zmęczony ptak przysiadł na chwilę. To był dobry moment, aby sowa usłyszała i dostrzegła w ciemności stukające okno w budynku szkoły. Zapewne pani Grażynka, która sprzątała klasę nr 15 po lekcjach, nie domknęła okna, a wiatr porywem wyrwał je z zamka i stukał jednym jego skrzydłem o framugę.

Sowa w mgnieniu oka wyczuła schronienie i resztkami sił pofrunęła do okna jak do dziupli. Wewnątrz było cicho i ciepło. Ptak przysiadł na biurku między słownikami, a że sowy widzą w ciemności w sobie wiadomy sposób zaczęła zgłębiać wiedzę w niej zawartą.

Sowa tak bardzo zatraciła się w lekturze, że nad ranem w poniedziałek po naukowym weekendzie głodna i wyczerpana wyzionęła ptasiego ducha.

Uczniowie III b , którzy jako pierwsi przyszli tego dnia na lekcję niemieckiego znaleźli w swojej pracowni na biurku niecodzienny widok. Przysiadła tam na pieńku, rzeczywistych rozmiarów, drewniana, brązowo-czarna sowa. Nikt nie wiedział skąd tam się wzięła i do kogo należy, toteż został w tym miejscu do końca istnienia tego gimnazjum.

Legenda głosi, że sowa emanuje magiczną wiedzą i umiejętnościami z języka niemieckiego. Można z tego czerpać wpatrując się przez kilka minut podczas lekcji w jej mądre oczy. Dla mniej wytrwałych jest inna rada. Prawdopodobnie wystarczy dotknąć jej skrzydła przed pracą klasową, a zapewnia to przyzwoitą ocenę.

Najlepiej będzie jak każdy znajdzie swój sposób na czerpanie głębokiej, bezgranicznej wiedzy od owej gimnazjalnej sowy.

Jest jeszcze inny przekaz o sowie, który Wam teraz przedstawię.

W dniu Nauczyciela spotkała mnie wyjątkowa niespodzianka. Mój uczeń Wojtek Lula z III B obdarował mnie własnoręcznie wykonanym prezentem. Stanął w drzwiach pokoju nauczycielskiego z dużym i ciężkim podarunkiem w kształcie stożka,zapakowanym w kolorowy papier.

„Wszystkiego najlepszego w Dniu Nauczyciela” – usłyszałam z uśmiechniętych ust Wojtka. Wręczył mi kawał ciężkiego drewna i zniknął. Gdy podniosłam opakowanie oczom ukazała się piękna rzeźba. Rzeczywistych rozmiarów sowa, która siedzi na pieńku. Śliczny, oryginalny podarunek, najmilszy, jaki kiedykolwiek dostałam z okazji tego święta.

Po pierwszej lekcji odnalazłam klasę, aby podziękować Wojtkowi i usłyszeć potwierdzenie, że to jego własna praca.

Sowa jeszcze kilka dni stała w pokoju, po czym przeniosłam ją do mojej sali.

Siedzi na biurku, patrzy, słucha i emanuje swoją mądrością.

Wojtek bardzo zaimponował mi swoimi zainteresowaniami. Statystyczny gimnazjalista słucha muzyki, interesuje się sportem, gra w gry komputerowe i nie rozstaje się z komórką. Jednak okazuje się, że są jeszcze osoby wyjątkoweo niepospolitych zainteresowaniach, które warto poznać bliżej.

Pomyślałam, że przedstawię Wam mojego sympatycznego ucznia i przeprowadziłam z nim wywiad na godzinie wychowawczej.

J.O. Wojtek. Czy możemy porozmawiać o prezencie, który otrzymałam od Ciebie i o Twoim hobby, którym jest rzeźbienie.

W.L. Proszę bardzo, można pytać.

J.O. Zachwycona  jestem sową, czy rzeczywiście sam ja zrobiłeś?

W.L. Tak, pracowałem nad nią dwa dni, w sumie około pięciu godzin

J.O. Skąd takie hobby, od kiedy rzeźbisz?

W.L. Trwa to już osiem lat. Zaczęło się od rzeźbienia w korze. Tata mnie tym zainteresował, od niego dostałem pierwsze dłuta i inne narzędzia. W sumie pracuję na trzech piłach, również na tych, które pożyczam z tartaku. W tym roku udało mi się skompletować narzędzia, w tym specjalistyczną piłę do rzeźbienia. Wszystko to za wyniki w nauce oraz za  własne pieniądze zarobione podczas wakacji.

J.O. Skąd pomysł na sowę.

W.L. Z programu „mistrzowie rzeźbienia piłą”, który kiedyś wyświetlała telewizja. Było tam wiele ciekawych pomysłów.

J.O. Jak się robi taką rzeźbę.

W.L. Najpierw wykonałem szkic projektu, wyciąłem kształt piłą z kawałka pnia, później pracowałem dłutami min. elektrycznym. Następnie opaliłem ją palnikiem, żeby nabrała koloru, później przetarłem, wygładziłem i polakierowałem lakierem bezbarwnym.

J.O. Czy to Twoja pierwsza sowa?

W.L. Nie, chyba piąta z kolei, Pierwsza w ogóle nie przypominała sowy, ale jest coraz lepiej.

J.O.  Z jakiego drewna jest ta rzeźba?

W.L. Było to tak, że u dziadka na wsi przewrócił się jesion. Początkowo  mieliśmy zabrać go do tartaku, ale po tym jak go obejrzeliśmy okazał się czysty i zdrowy. Uznaliśmy, że nadaje się na rzeźbienie i został dla mnie.

J.O. Ile większych prac już wykonałeś

W.L. Pięć, może siedem ?

J.O.  Czy myślisz o sprzedaży swoich rzeźb?

W.L. Tak myślę, chociaż jeszcze nic nie sprzedałem, ciągle się uczę, doskonalę swój warsztat.

J.O. Masz pomysł na seryjna produkcję na handel?

W.L. Moim zdaniem w rzeźbieniu nie ma pomysłu seryjnego. Każdy pień od którego zaczynam jest inny i można w nim zrealizować inny pomysł.

J.O. Wspomniałeś, że swoje prace rzeźbisz u dziadka, czy to jedyne miejsce?

W.L. Nie. Mój tata jest właścicielem Tartaku  Wydminy.  Jeżdżę z nim tam co drugi tydzień w soboty  ( pod warunkiem, że „nie dam ciała w nauce”), bo ma wówczas weekendowy dyżur.

J.O. Na pewno wiesz na czym polega praca w tym przedsiębiorstwie ? Czy rozpoznajesz gatunki drewna?

W.L. Tak, znam pracę w tartaku. Gatunek drewna potrafię określić po korze i jego kolorze w przekroju.

J.O. Jakie musi być drewno, żebyś mógł w nim rzeźbić i czy masz swój ulubiony gatunek?

W.L. Rzeźbi się w mokrym lub suchym drewnie. Na przykład topola jak jest bardzo sucha jest twarda i rzeźbić jest ciężko. Sowa jest z jesionu, drewna trudnego w obróbce, ale bardzo trwałego. Niestety drewno było jeszcze dość świeże i  może pękać podczas wysychania. Jeśli chodzi o gatunek to nie mam ulubionego.

J.O. Czy Twoje plany na przyszłość związane są z drewnem?

W.L. Tak właśnie jest. Po gimnazjum chciałbym skończyć klasę matematyczno- fizyczną w ogólniaku, a po maturze studiować technologię drewna.

J.O. Gdzie?

W.L. Ten kierunek jest na uczelniach w kilku dużych miastach. Gdybym mógł wybrałbym Poznań.

J.O. Skoro tak, to czy przejmiesz kiedyś Tartak  Wydminy?

W.L. Mam nadzieję, że to będzie kiedyś moja firma, mój biznes.

J.O.  Wojtek, co fajnego jest w rzeźbieniu?

W.L. To, że bardzo mnie relaksuje i rozwija wyobraźnię.

J.O.   Czy masz pomysł na kolejny projekt, który zrealizujesz?

W.L. Kolejny pomysł to „dzianie barci”. To znaczy wykonanie ula w kłodzie surowego drewna. Jest to nawiązanie do pierwotnego pszczelarstwa. Posiadam już narzędzia, którymi w tradycyjny sposób można zrobić taką barć.

J.O. Czy mógłbyś dać lekcje rzeźbienia swoim kolegom?

W.L. Tak, ale tylko dłutem. Rzeźbienie piłą jest bardzo skomplikowane i dosyć niebezpieczne. Nie mógłbym  wziąć odpowiedzialności za ich bezpieczeństwo.

J.O. Wojtek bardzo dziękuję Tobie za wywiad. Miło się z Tobą rozmawia i można się wiele nauczyć. Dziękuję, że pozwoliłeś mi i gimnazjalistom poznać Ciebie bliżej.

W.L. Dziękuję. Zachęcam innych do opowieści o swoich zainteresowaniach, marzeniach i planach.

Reklama
Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
najnowsze
najstarsze najwięcej głosów
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze